Problem demokracją w Kenii, ale i w całej Afryce jest pewnie dużo bardziej złożony. Tam nie ma demokracji w takim naszym europejskim rozumieniu. W mojej opinii to co sie dzieje obecnie w Kenii to bardziej konflikt społeczno-plemienny niż polityczny. Do złudzenia przypomina wydarzenia w Ruandzie, co zresztą podkreślają komentatorzy. Jednak warto sobie uświadomić, że przemoc w Afryce jest na porządku dziennym. Jest czymś potwornie naturalnym. Sam byłem wielokrotnie jej świadkiem. Tam nie będzie takich pokojowych protestów jak na Ukrainie. Przecież mieszkańcy slumsów w Nairobi w rzeczywistości nie protestują przeciwko sfałszowanym wyborom, ale przeciwko potwornej biedzie w której żyją. Przeciwko wykluczeniu. Czy Kenia podąży śladem Ruandy? Moim zdaniem raczej nie. Mam nadzieję że nie. Dlaczego? Tam jest jednak inna struktura społeczna, a poza tym policja i wojsko opowiedziały póki co po stronie rządu.
Wklejam taki stonowany artykuł Jagielskiego z GW. Idzie trochę pod prąd z opiniami wieszczącymi Kenii kataklizm.
(...) Niepokojów można, a nawet należało się spodziewać, zanim jeszcze otwarto lokale wyborcze. W Kenii, gdzie w przeciwieństwie do większości innych afrykańskich krajów nigdy nie doszło do zbrojnego zamachu stanu czy domowej wojny, krwawe zamieszki wybuchały, ilekroć ogłaszano elekcję. Zaczęło się na początku lat 90., gdy pod naciskiem zachodnich dobrodziejów ówczesny prezydent Daniel arap Moi zniósł jednopartyjną dyktaturę i zgodził się na demokratyczny eksperyment. Odtąd kalendarz wyborczy zawsze nakładał się na ten związany z ulicznymi starciami, pogromami, etnicznymi rzeziami. 1992, 1997, 2002, 2007.
W tym roku prawdopodobieństwo zamieszek było szczególnie duże, bo wybory zapowiadały się na najbardziej zacięte i wyrównane. Dwaj główni faworyci - urzędujący prezydent Mwai Kibaki i jego rywal Raila Odinga - reprezentowali najsilniejsze i najbardziej rozpolitykowane z kenijskich ludów i ostentacyjnie odwoływali się do etnicznej solidarności.
W Kenii, której elity rządzące uważane są za najbardziej we wschodniej Afryce wyedukowane w kulturze politycznej, nigdy jeszcze nie zdarzyło się, by nawet najzagorzalszy demokrata nie oparł się pokusie odwołania się do poparcia ludu, z którego się wywodzi. Ojciec kenijskiej niepodległości Jomo Kenyatta był potężny poparciem swoich rodaków Kikujusów, największego i najbogatszego ludu Kenii. Jego następca Daniel arap Moi odwoływał się do pasterskich ludów Kalendżinów, Nandich czy Masajów. Odingowie zawsze szukali wsparcia wśród swoich rodaków Luo znad Jeziora Wiktorii.
Kibaki i Odinga byli przywódcami opozycyjnego frontu demokratycznego, który w 2002 r. po raz pierwszy w Afryce wygrał wolne wybory z partią panującą. Obaj zgodnie potępiali wtedy powszechny wśród afrykańskich przywódców zwyczaj budowania etnicznych dyktatur i wzniecania etnicznych niepokojów dla osiągania politycznych celów.
Luo, trzeci największy wśród kenijskich ludów, którzy od lat narzekają na dyskryminację w Kenii, w tym roku uwierzyli, że tym razem władza przypadnie wreszcie jednemu z nich - Raili Odindze. Przed nim o najwyższe stanowiska w Kenii ubiegał się jego ojciec Jaramogi Oginga Odinga. Był wiceprezydentem u Jomo Kenyatty, ale został wyrzucony z rządu, jak tylko zdradził swoje przywódcze ambicji.
Raila Odinga walczy o władzę przez całą swoją polityczną karierę. Był założycielem i przywódcą niemal wszystkich opozycyjnych sojuszy, które startowały w wyborach, by odebrać rządy panującym władcom. W 1982 r. oskarżono go nawet o udział w nieudanym spisku i wtrącono na kilka lat do więzienia.
W tym roku wydawało się, że Raila Odinga, populista, jak nikt inny wyczuwający nastroje ulicy, wreszcie zostanie prezydentem. Przez cały rok sondaże dawały mu zdecydowaną przewagę nad Kibakim. Także wstępne wyniki wyborów wskazywały Odingę jako zwycięzcę. Tym większe było rozczarowanie i wściekłość Luo, gdy ogłoszono wygraną Kibakiego.
Jak na ironię losu do wyborczego skandalu oraz najkrwawszych od lat zamieszek i etnicznych waśni doszło w chwili, gdy Kenia przeżywa jeden z najlepszych w jej historii czas rozwoju gospodarczego, stabilności i demokratycznych swobód. Zaś stary Mwai Kibaki, mimo wielu pomyłek i wad, cieszył się w Kenii, Afryce i świecie opinią władcy dobrego, łagodnego, troskliwego i sprawiedliwego.